— Taka pani rozmarzona... — szeptał. — O czym tak... o czym?...
— Myślałam o mamie pańskiej...
Młody człowiek drgnął jak oblany zimną wodą.
„Szczególny rodzaj sentymentalizmu!...” — rzekł do siebie i — stracił humor.
W tej chwili do pokoju wsunęła głowę pani Burakowska.
— Przepraszam... czy nie przeszkadzam?... Może tu podać samowar?... A może posłać po szynkę?...
— Ach, jeżeli dla mnie — odezwał się pan Kazimierz zupełnie otrzeźwiony — to dziękuję... Muszę widzieć się z kimś...
Wziął kapelusz i pożegnał Madzię. Pani Burakowska znikła za drzwiami.
— Ale na weselu Helenki będzie pan?... — zapytała Madzia.
— Upewniam panią, że wolałbym nie doczekać wesela... żadnej z moich sióstr... — odpowiedział pan Kazimierz tonem ironii.