— Na co mi lekarze?... Myślisz, że nie mam książek, że nie wystudiowałem suchot i nie badam siebie?... Nad wieczorem gorączka, nad ranem poty, brak apetytu, oddech przyśpieszony i nieregularny, puls to samo, ciągle strata na wadze...

— Ale mało kaszlesz... — wtrąciła Madzia.

— Co to znaczy!

— I przecie pomimo osłabienia jesteś silny...

— Chwilowa poprawa, po której znowu się pogorszy.

— Więc ty nie chcesz się leczyć! — zawołała Madzia z rozpaczą.

— Owszem — odparł — chcę. Kazali jechać do Meranu — jadę. Tam zbada mnie Tapeiner, jedyny znawca suchot, i powie zdanie, do którego się zastosuję.

Madzia złożyła ręce i patrząc na brata pełnymi łez oczyma rzekła błagalnym głosem:

— Ja z tobą pojadę do Meranu... Ja mam pieniądze...

Zdzisław zamyślił się.