— Aaa... prawo! Niby ty nie znasz Stefka. Co jego obchodzą czyjeś prawa, jeżeli on ich nie uznał? Ach, gdybyś ty sprowadziła się do mnie...
— Ja?...
— Mój Madziuś — mówiła podniecona Ada — po co mamy udawać... Wiesz, jak cię kochał Stefek... a ja dodam, że kocha cię do dziś dnia, może nawet bardziej... Gdybyście się pogodzili... gdybyś wyszła za niego, on pod wpływem radości przebaczyłby mi moje przywiązanie do Kazimierza...
Madzia rumieniła się i bladła; wzruszenie jej nie uszło uwagi Ady.
— Nie zapieraj się!... — zawołała panna Solska — mój brat nie jest ci obojętnym. A jeżeli tak, więc... musisz wyjść za niego, musisz... musisz...
I zaczęła ją całować po rękach.
Madzia cofnęła ręce i odparła:
— To nie może być...
Ada przeszyła ją skośnymi oczyma.
— Więc chyba kochasz pana Kazimierza?... — spytała.