— Mają przyjechać w tych dniach — odpowiedział Norski.
Jan w pąsowej kamizelce i żółtych spodniach szeroko otworzywszy drzwi do salonu zawołał:
— Jaśnie wielmożny pan Norski...
— Pan Norski!... — powtórzyła pani Korkowiczowa, rozkosznie zawieszona u ramienia młodego człowieka.
— Szwa... to jest przy... — wtrącił oszołomiony pan Korkowicz.
Pani odwróciła głowę i przeszyła męża tak rozpaczliwym spojrzeniem, iż ten zaprzysiągł sobie milczeć.
— Musiałem palnąć jakieś głupstwo? — szepnął mimo to Korkowicz do Zgierskiego.
— Ach!... — oburzył się Zgierski słodko przymykając oczki.
W sali zrobiło się cicho, później — tu i owdzie zaczęto szeptać:
— Cóż to znowu?...