— Ach, Łabęcka, jak się masz! — zawołała Madzia. — Dlaczego nie skończyła?...
— Musi siedzieć u swego wuja Mielnickiego... Pamięta pani: taki gruby pan... Sparaliżowało go po śmierci pani Latter, a Mania go pielęgnuje...
— O mnie już pani zapomniała... A ja tak tęsknię za panią...
— Ależ nie... Zosiu...
— Tyle mam do powiedzenia... Niech pani ze mną pójdzie do okna...
Zaprowadziła Madzię we framugę i zaczęła szeptać:
— Jeżeli pani zobaczy go... bo on ma tu niedługo wrócić...
— Kogo, Zosiu?...
— No... tego pana... Kazimierza Norskiego...
— I ty jeszcze o nim myślisz?... W szóstej klasie!... — rzekła zgorszona Madzia.