— A propos... Chociaż to jeszcze nie luty, pozwoli pan, że uregulujemy nasz rachunek...
Zgierski cofnął się, jakby mu na głowę wylano strumień wody.
— Przepraszam panią, ale... jaki rachunek?...
— Trzysta rubli za następne półrocze.
Osłupiał i błysnęła mu myśl, że to on, on z całym swoim sprytem i piekielną zręcznością, pada ofiarą intrygi osnutej przez kobietę!... Potem przypomniał sobie dawny aforyzm, że najprzebieglejszego mężczyznę może wyprowadzić w pole najzwyklejsza kobieta, i nareszcie — zmieszał się.
— Zdaje mi się... — mówił — zdaje mi się...
Ale wyrazy więzły mu w gardle, a myśli w głowie.
Czuł, że wpada w pułapkę, którą zna doskonale, lecz która w tej chwili nie przedstawia mu się dosyć jasno.
„Anemia mózgowa!...” — rzekł do siebie i dla odegnania jej wypił nowy kieliszek koniaku.