Madzia spojrzała po sali. Większa część uczennic miała spuszczone głowy, lecz w ostatnich ławkach było widać rozognione twarze i błyszczące oczy.
Dębicki zamyślił się, przewracał kartki dziennika, bawił się piórem, lecz stopnia uczennicy nie zapisał.
— Panna Siewierska... — odezwał się po chwili.
— Nic nie mów!... Nieprzygotowana!... — odezwały się głosy panienek, tym razem liczniejsze i silniejsze niż poprzednio.
Dębicki podniósł się z fotelu i patrząc na rzędy pochylonych główek rzekł spokojnie:
— Moje panie, cóż to znaczy?...
— Nic nie rozumiemy... Nudne lekcje...
— Nie rozumiecie, panie, botaniki?...
— Nic, ale to nic nie rozumiemy!... — zawołał cienki głos. A po nim chór:
— Nie rozumiemy... Nie chcemy...