— Sądzi pani, że mam odpowiednią władzę? — zapytała pani Latter.
— Władzę?... nie wiem. Prędzej obowiązek. Joasia znajduje się w stanie... — dokończyła cicho panna Howard.
Pani Latter drgnęły usta. Nie zmieniając jednakże tonu odparła:
— Czy tak?... Winszuję.
— Winszuje pani... swemu synowi...
Pani Latter pożółkła, usta i powieki zaczęły jej drżeć.
— Pani chyba ma gorączkę, panno Klaro — odparła stłumionym głosem. — Czy pani zastanowiła się, co pani mówi?... Gubi pani, prawda że szaloną, ale w gruncie niezłą dziewczynę, powtarzając jakieś plotki bezsensowne... Przecież Joanna ciągle bawi się, bywa między ludźmi... Jest nawet w przyszłym tygodniu gospodynią jakiegoś rautu...
— Nie może robić inaczej — rzekła panna Howard wzruszając ramionami. — Przyjdzie jednak czas...
Pani Latter chwilę patrzyła na nią drżąc z gniewu. Spokój panny Howard doprowadzał ją do szału.
— Co pani mówi?... Co to jest?... Co to wreszcie mnie obchodzi?... Na żądanie pani wydaliłam Joannę... już nie jest na mojej pensji, więc... co mnie po tych nowinach?...