— Matuchna chora? — zapytał całując ją w rękę i siadając obok niej ze zgiętym kolanem, jakby przyklęknął.
— Nie — odpowiedziała pani Latter.
— Mateczka wezwała mnie do siebie?...
— Trafia się to coraz częściej, bo sam nie przychodzisz.
Pan Kazimierz patrzył matce w oczy i znowu obudziło się w nim podejrzenie, że matka chyba używa jakich podniecających środków...
— Czy nie masz mi nic do powiedzenia, Kaziu? — zapytała pani Latter.
— Ja, matuchno?... Z jakiej racji?...
— Pytam się: czy nie masz w tych czasach... jakiego kłopotu, który należałoby powierzyć matce, w braku ojca?...
Pan Kazimierz zarumienił się.
— Mama pewnie myśli, żem chory... Słowo honoru...