— Ależ, mateczko... Mateczko... czy godzi się. mnie posądzać o coś podobnego?...
Pani Latter płakała i śmiała się.
— Więc nie czeka mnie żadna niespodzianka? — mówiła. — Jesteś pewny?...
— Przysięgam ci, matko!... — zawołał upadając przed nią na kolana. — Mam drobne grzeszki... może za wiele traciłem czasu i wydawałem pieniędzy... może... Ale ty, matko, nie będziesz za mnie płacić kwitów... nie... nie!...
Pani Latter objęła klęczącego za szyję.
— Więc jedź... — mówiła wśród łkań. — Jedź, odznacz się, i pokaż ludziom, co możesz... O, Kaziu, jeżeli miłość i błogosławieństwo matki coś ważą na tym świecie, powinieneś być najszczęśliwszy, bo... ty nie wiesz, jak ja cię kocham i ile błogosławieństw...
Płacz przerwał jej mowę. Wnet jednak uspokoiła się, a nawet widząc zakłopotanie syna odzyskała zupełną władzę nad sobą.
— Już musisz iść? — rzekła.
— Tak, matuchno.
— Więc idź, cóż robić?... A oto pieniądze — dodała wyjmując spory pakiet z biurka. — Jest tysiąc trzysta rubli...