Potem odchrząknął i mówił nie bez pewnej trudności:
— Właśnie mam akt, w którym pani Latter zeznała, że wszystkie meble jej mieszkania, sprzęty szkolne, naczynia kuchenne, że wszystko to — należy do mnie... Akt ten przyjąłem w swoim czasie niechętnie i tylko na usilne prośby pani Latter... Dziś jednak widzę, że pani Latter, której szczycę się przyjaźnią, złożyła dowód nie tylko szlachetności, ale i wysokiego rozumu...
— W ostatnich czasach była bardzo rozdrażniona — wtrąciła panna Howard.
— Pojmują panie — ciągnął Zgierski — że akt, który posiadam, jest ocaleniem pensji. Bo choćby nawet pani Latter zrzekła się pensji czy nie wróciła... miejsce jej może tu zająć panna Malinowska i wszystko zostanie po dawnemu, jeżeli uratujemy meble...
Serce Madzi ścisnęło się na myśl, że ledwie pani Latter wyrwała się na krótki odpoczynek, już mówią o niej jak o osobie zmarłej...
W przedpokoju rozległo się gwałtowne dzwonienie i po chwili wszedł do gabinetu czerwony, zadyszany Mielnicki, a za nim jakiś inny pan.
— Co ja słyszę?... — wołał otyły szlachcic. — Gdzie pani Latterowa?...
Zgierski podsunął się do niego i drepcząc mówił:
— Prezentuję się panu dobrodziejowi: Stefan Zgierski, przyjaciel naszej drogiej pani...
— No, jeżeli przyjaciel, to gadaj, czy to prawda?...