— Ona panią o to prosiła?
— Niech Bóg broni!... Ona nawet nie domyśla się...
— Więc ona potrzebuje pieniędzy, ta wielka dama? — mówiła panna Howard.
Zapukano do drzwi.
— Wejść!
Wszedł służący i zawiadomił Magdalenę, że prosi ją panna Ada.
— Zaraz idę — odpowiedziała Magdalena. — Widocznie Bóg ją natchnął w tej chwili. Ale droga, najdroższa panno Klaro, ani słówka o tym nikomu. Umarłabym, odebrałabym sobie życie, gdyby się kto dowiedział!...
I wybiegła z pokoju zostawiając pannę Howard pogrążoną w oceanie zdziwienia.
„Więc Latterowa nie ma pieniędzy, a ja chcę z nią traktować o reformie wychowania!...” — myślała panna Howard.