— Może być — odpowiedziała Helenka — ale ja dobrze nie rozumiem. O moim bracie na przykład mówią wszyscy, że jest przystojny; ja jednak nic mu nie wybaczam. A... zakochać się... w tak ładnym mężczyźnie jak on nie potrafiłabym. Mężczyzna powinien być energiczny, odważny... oto jego piękność.
Na te słowa Madzia zarumieniła się, Ada spuściła oczy, a Solski umilkł; lecz po wyrazie jego twarzy nie można było poznać, czy zgadza się z teoriami Helenki, które Madzi wydały się dosyć nowe, a nawet niespodziewane.
Jeszcze kilka minut rozmawiano o podróży, po czym Solski podniósł się do wyjścia.
— Więc nieodwołalnie wysyła nas pan we środę? — zapytała Helenka obrzucając go spojrzeniem.
— Czy możesz nawet pytać? — wtrąciła Ada. — Przecie widzisz, co zrobił z moją pracownią...
— We środę wieczornym pociągiem, jeżeli panie raczą — odpowiedział Solski i zaczął żegnać panny.
Wkrótce po jego odejściu i Helenka opuściła salonik Ady, która zostawszy sam na sam z Madzią rzekła:
— Cóż ty na to, Madziu?
Przy tym patrzyła na nią w sposób tak smutny i dziwny, że Madzia zastanowiła się.
— O czym mówisz, kochanko, czy o wyjeździe?