— Zaraz wszystko to przyniosą z magazynu. A tu — dodała — masz tuzin kopert i papieru listowego.
Usiadła przy stole i zaczęła pisać na kopertach swój adres.
— Dostałaś bzika? — zapytał brat przypatrując się tej szczególnej robocie.
— Wcale nie — odparła. — Ale ponieważ musisz do mnie co dzień wysyłać list, więc ułatwiam ci robotę... Nawet nie list. Napisz tylko: jestem tu a tu, zdrów... i datę. A najwyżej za tydzień, no... dziesięć dni wyszlij telegram, ażebym do ciebie przyjechała. Ja tymczasem wystaram się o paszport. Pamiętaj, daję ci urlop tylko na dziesięć dni. Jestem pewna, że gdybyś natychmiast zobaczył się z tym Tapeinerem, wezwałbyś mnie prędzej.
Brat usiadł obok niej i wyjmując jej pióro z ręki rzekł:
— Zostaw te koperty. Będziesz miała ode mnie co dzień kartę korespondencyjną...
— Ale co dzień!...
— Z pewnością. Swoją drogą, ponieważ wszyscy jesteśmy śmiertelni...
— Mój kochany, tylko mi tego nie mów — przerwała Madzia prawie z gniewem. — Przysięgam, że będziesz zdrów...
— Nie bądź dzieckiem, kochanko. Mogę być zdrów, ale może rozbić się pociąg...