— Zgubiłeś acan dziewczynę...
Teraz młody człowiek nagle podniósł głowę i kłaniając się niezręcznie, rzekł:
— Proszę pana... o rękę panny Marii...
Znowu ukłonił się i przejechał palcami po upomadowanej czuprynie, na której utworzyło się kilka połyskujących smug i jeszcze jeden wicherek.
— Czyś pan oszalał?... — wykrzyknął jegomość. — A cóżeś to za jeden?
Młody człowiek podniósł głowę.
— Jestem Kotowski, nie gorszy od Mielnickich... A w jesieni już będę lekarzem.
— Głupia profesja!
— Ha, proszę pana, bywają rozmaite... Nie każdy ma folwark.
— Ale bardzo wielu reflektuje na cudzy.