Stary chodził po gabinecie i parskał jak koń. Lecz nie mógł znaleźć argumentu przeciw człowiekowi, który z niezachwianą wiarą twierdził, że pojedzie kończyć edukację za granicę, nie umrze i ożeni się z panną Marią.

— Z czego się pan utrzymujesz?

— Daję lekcje... Trochę piszę...

— Piękne teraz rzeczy piszecie!... A ile masz z tych lekcyj?

— Mam dwadzieścia pięć rubli miesięcznie.

— I z tego żyjesz, płacisz komorne?... Cha, cha, cha!...

— Nawet bywam w teatrze, jeżeli mi się podoba.

Stary szlachcic precz chodził, ruszał ramionami i złościł się. Wreszcie znowu zapytał:

— Gdzie pan jadasz?

— Rozmaicie. U „Honoratki”, „Pod Papugą”, w taniej kuchni, jak można.