— Dzieci są zawsze dobre — odparł — ale ja jestem chory, i już nie mogę być nauczycielem.
W tej chwili przebiegła przez korytarz i schody mała siostrzenica Dębickiego i z płaczem rzuciwszy mu się na szyję rzekła:
— Wujciu... ja z wujciem pójdę... nie chcę tu być...
— Dobrze, dziecko. Tylko weź salopkę...
— Wezmę, wujciu... ale wujcio zaczeka na mnie... sam nie odejdzie... — szlochała dziewczynka całując jego ręce.
— Panie... — rzekła Madzia — chciałabym panu do nóg...
Potem zasłoniła twarz chustką i uciekła na górę.
W innych klasach zwrócono uwagę na szmer w korytarzu. Parę nauczycielek wyszło zapytując Madzię, co to znaczy...
— Nic... — odparła. — Dębicki zachorował...
Wybiegła i panna Howard ze swego pokoiku, niespokojna, rozgorączkowana.