Przestrach błysnął na obliczu Zgierskiego i w jego świderkowatych oczach. Skombinował bowiem, że to jego posądzają o zamiar wspomożenia upadającej pensji.
— Co znowu!... — przerwał dosyć szorstko. — To ja mam pięć tysięcy rubli u pani Latter...
— Ale pani zostawiła pieniądze w biurku — odparła gospodyni.
Teraz fizjognomia Zgierskiego zajaśniała uczuciem błogości.
— Spodziewałem się tego — rzekł. — Pani Latter jest zbyt szlachetną kobietą...
Umilkł jednak sądząc, że właściwiej będzie pierwej zbadać, co jest, a dopiero później chwalić lub ganić.
Na znak panny Howard pensjonarki, panna Marta i Stanisław szybko usunęli się z gabinetu. Przykład ich naśladowały damy klasowe w sposób odpowiadający powadze ich stanowiska.
— Pani raczy mnie zaprezentować tym damom — szepnął Zgierski do panny Howard patrząc na Madzię.
— Pan Zgierski, pani Méline — rzekła uroczyście panna Klara.
Zgierski okrągłym ruchem podał rękę dojrzałej Francuzce i rzekł: