— Tak wiele słyszałem o pani od pani Latter, że doprawdy...
— Pan Zgierski, panna Brzeska.
Nowy gest ręki jeszcze okrąglejszy, poparty wykwintnym obrotem nóg i słodkim spojrzeniem.
— Tak często — mówił Zgierski do Madzi krygując się — tak często słyszałem o pani od pani Latter, że istotnie... Pani zapewne niedawno...
— No, i niech pan sobie wyobrazi, co za awantura!... — przerwała mu panna Howard.
Zgierski otrzeźwiał.
— Niesłychana rzecz — odparł. — Wczoraj właśnie otrzymałem od pani Latter liścik, w którym przypomina mi, ażebym ją odwiedził na Wielkanoc, a dziś dowiaduję się, że moja szanowna korespondentka akurat w tej samej godzinie opuściła Warszawę!... Spodziewam się, że nie na długo — dodał znaczącym tonem i po kolei spojrzał na damy.
— Pani Latter wróci za parę dni — wtrąciła Madzia.
— Tak sądzę — rzekł.
— Kto to wie?... — dorzuciła oschle panna Howard.