Mówiąc to głosem przerywanym z radości, stary szlachcic biegał po gabinecie. Ręce mu drżały, na twarz wystąpiły sine rumieńce.
— Za parę godzin — powtarzał — za parę godzin...
— Polecam szanownemu panu mój interes — wtrącił adwokat przy konsystorzu.
— Ależ naturalnie! — odparł Mielnicki. — To najważniejsza sprawa... Daj no mi acan dobrodziej swój adres...
Adwokat konsystorski z szybkością magika podał kilka swoich adresów.
— Niechże pan będzie łaskaw — wtrąciła panna Malinowska — prosi panią Latter, ażeby była zupełnie spokojna. Wszystko jest dobrze i będzie dobrze... Niech się nie śpieszy z powrotem i odpocznie na wsi.
— Bóg ci zapłać, kochana! — odparł szlachcic, gwałtownie ściskając ręce jej i jej towarzyszowi z krzywymi nogami, który kłaniał się potakująco.
— Tak, tak!... — dodał przysuwając się Zgierski. — Niech pani Latter odpoczywa jak najdłużej... Jej przyjaciele czuwają... Niech pan będzie łaskaw oświadczy, że powiedział to Zgierski, Stefan Zgierski... Przyjaciele czuwają!...
Zwracając się zaś do adwokata konsystorskiego dodał:
— A po powrocie, upewniam pana, że wiadoma kwestia załatwi się pomyślnie... Użyję bowiem całego wpływu...