Pani Latter ocknęła się, spojrzała wokoło i usiłując skupić rozpierzchnięte myśli zapytała:
— Co to jest?
— A przewóz jest — odparł furman. — Ino dziś w nocy woda wylała i prom zerwało.
Pani Latter przy pomocy chłopa i karczmarki wysiadła z wozu rumieniąc się za swój ekwipaż i za otoczenie, w jakim ją los postawił.
„Szalona jestem! — pomyślała. — Rzucać pensję... tułać się po karczmach...”.
Była dziesiąta rano. Pani Latter zapłaciła chłopu należność i zawstydzona patrzyła na odrapaną karczmę, na wózki i ludzi stojących wśród błota, a nade wszystko na ten czerwony dach, który między nagimi drzewami majaczył po drugiej stronie rzeki.
„Po co ja tu przyjechałam, nieszczęśliwa?...” — myślała.
„A jeżeli Mielnicki zdziwi się i powita mnie jak obcą?... Przecież to obcy człowiek!...”.
Zwróciła się do karczmarki już trzymającej jej torbę i spytała:
— Pan Mielnicki tam mieszka?