— Zara za rzeką.
— A jest w domu?
— Musi, że jest. Przecie święta nadchodzą, to kużden się domu pilnuje... A jeszcze jak woda wylała...
— Ja chcę tam pojechać... do pana Mielnickiego... — rzekła pani Latter.
— Pojechać to można, ino nam prom odniosło. Ale zaraz go tu sprowadzą, tylo patrzeć...
— A mostu u was nie ma?...
— Nigdy u nas nie było mostu. Tak się ludzie przewożą, na promie. Ale że nam prom dzisia w nocy złapało i odniosło w dół, a nasi dopiero za nim pojechali wierzchem, więc zaraz go tu sprowadzą — objaśniała karczmarka.
— Jakże będzie ze mną?
— A nijak. Poczeka se pani na prom i promem śmignie na drugą stronę.
Pani Latter zaczęła niespokojnie chodzić, ze wstrętem unikając błota, w którym tonęły jej trzewiki.