„Muszę się oświadczyć — pomyślał pan Ludwik. — Klamka zapadła...”.

— Wy po co do ogrodu na taki okropny czas? — oburzyła się eks-paralityczka, której właśnie przerwano bardzo interesujące opowiadanie.

— Przejdę się z panną Magdaleną, siostruniu, ponieważ widzę, że cała mieni się... Tu gorąco i duszno — odpowiedział pan Ludwik głosem tak stanowczym, że chora dama umilkła jak baranek.

— Zaczekajcie... weźcie mnie z sobą!... — rzekła tonem słodkiej wymówki.

— Przyszlę tu kogo, ażeby przywiózł siostrunię za nami. Walentowa!... — zawołał z ganku — do pani...

Ledwie weszli do ogrodu, Madzia schwyciła pana Krukowskiego pod rękę i szepnęła:

— Wie pan, myślałam, że umrę...

— Skarbie!... — odparł pan Krukowski ściskając ją za rękę.

„Będzie koncert!” — pomyślała Madzia i dodała głośno:

— Zdawało mi się, że już nigdy nie pozwolą mi rozmówić się z panem... No, nigdy!...