— Sądziłem...
Panna Eufemia zaśmiała się szarpiąc w rękach chusteczkę.
— Ja?... — mówiła — ja mogłabym żałować człowieka, który naraził mnie na plotki, na podejrzenia?... I za co!... Żem się zlitowała... żem się zniżyła do znajomości z nim... Czy ja wiem zresztą?... żem się nim bawiła...
Panna Eufemia mówiąc to chciała usprawiedliwić się przed narzeczonym z pogłosek, które mogły dojść do niego.
— Bawiłaś się?... — powtórzył pan Krukowski nieokreślonym tonem.
— Zdradzałeś mnie dla Madzi — mówiła już żartobliwie panna Eufemia — więc miałam prawo odwetu... Ale zaręczam, cokolwiek powiedzieliby ludzie, że był to sposób najniewinniejszy... Przysięgam ci, Ludwiku!...
Weszli na ganek domu, w gęsty cień rzucany przez winograd. Panna Eufemia oparła rączki na ramionach narzeczonego i — delikatnie dotknęła ustami jego czoła.
— Przysięgam ci — rzekła — że jesteś pierwszym mężczyzną, którego... to spotyka...
— Ba-wi-łaś się?... — powtórzył pan Ludwik.
— Naturalnie... Czy przypuszczałeś co innego?... A wiesz, że powinna bym się obrazić!...