— Magdalena...
— Niechże pani siada, panno Magdaleno... Ja pani naleję kawę, bo musi pani być zmęczona... I bułkę nasmaruję... Ja się na tym znam...
— Bardzo dziękuję, ale... nie jadam z masłem — szepnęła Madzia pragnąc jak najmniej narażać na koszta swoje protektorki.
— Nie chce pani masła?... — zdziwiła się staruszka. — A niechże Bóg broni, ażeby o tym dowiedziała się Felunia!... Według niej pieczywo bez masła nic niewarte... Tu wszyscy musimy jadać masło.
Więc i Madzia jadła bułkę z masłem, a w sercu jej odezwała się cicha tęsknota. U rodziców na podwieczorkach w altance także jadano do kawy bułki tylko z masłem... Co teraz robi major... proboszcz... rodzice?... Ach, jak to ciężko dom opuścić!...
Staruszka może przeczuwając jej smutne wspomnienia odezwała się:
— Pewnie pani znowu kilka lat posiedzi w Warszawie jak my?... Felunia już bardzo dawno nie była na wsi.
— O nie, proszę pani! — zaprotestowała Madzia. — Ja może za rok wrócę, bo mam zamiar otworzyć pensyjkę — dodała ciszej.
— W Warszawie?... — spytała żywo staruszka patrząc na Madzię wylęknionymi oczyma.
— O, nie... w Iksinowie...