— Jeszcześ mu nie zapomniał?... Pamiętaj, że odejdę...

— Zostań już... zostań!...

Na drugi dzień namiestnik raczył przyjąć hołdy i ucztę od nomarchy Sofra. Publicznie pochwalił jego zarząd prowincją i aby wynagrodzić szkody wyrządzone przez pijanego robotnika, darował mu połowę naczyń i sprzętów, które otrzymał w mieście Anu.

Drugą połowę tych darów zabrała córka nomarchy, piękna Abeb, jako dama dworu księcia. Nadto kazała sobie wypłacić z kasy Ramzesa pięć talentów na stroje, konie i niewolnice.

Wieczorem książę ziewając rzekł do Tutmozisa:

— Jego świątobliwość, ojciec mój, powiedział mi wielką naukę, że — kobiety dużo kosztują!

— Gorzej, gdy ich nie ma — odparł elegant.

— Ale ja mam ich cztery i nawet dobrze nie wiem, jakim sposobem. Mógłbym ze dwie odstąpić wam.

— Czy i Sarę?

— Tej nie, szczególniej jeżeli będzie miała syna.