— To moje oczy.
— Oczy?... Cóż ty zobaczysz takimi oczami, które od lada światła mogą się rozpłynąć.
— Bo moje oczy nie są do tego, żebym ja nimi patrzyła, tylko żebyś ty w nie patrzył — odpowiedziała figura.
„Dziwne oczy!” — rzekł do siebie pisarz, chodząc po pokoju.
Znowu przystanął przed postacią i zapytał:
— A to co masz?
— To moje usta.
— Przez bogi! umrzesz z głodu — zawołał — bo tak małymi ustami najeść się nie można...
— One też nie są do jedzenia — odparła figura — tylko żebyś ty je całował.
— Całował? — powtórzył pisarz. — I tego nie uczono mnie w kapłańskiej szkole... A to o... co to masz?