— To moje rączki.
— Rączki?... Dobrześ nie powiedziała, że to ręce, bo takimi rękoma nic byś zrobić nie potrafiła, nawet udoić owcy.
— Moje rączki nie są do roboty.
— Tylko do czego? — zdziwił się pisarz, rozstawiając jej palce...
(Jak ja twoje, Kamo — rzekł następca, pieszcząc drobną rączkę kapłanki.)
— Tylko do czego są takie ręce? — pytał pisarz figury.
— Ażebym nimi ciebie obejmowała za szyję.
— Chcesz mówić: za kark?... — wrzasnął przerażony pisarz, którego kapłani zawsze chwytali za kark, gdy miał otrzymać plagi.
— Nie za kark — rzekła postać — tylko o tak...
I objęła go — ciągnął książę — rękoma za szyję, o tak... (Tu otoczył się rękoma kapłanki.) — I przytuliła go do swej piersi o tak, o... (Tu przytulił się do Kamy.)