Naturalne to żądanie do wściekłości doprowadziło Kamę.
— Precz, nędznico!... — zawołała — i nie pokazuj mi się...
A gdy służąca uciekła, jej pani rzuciła się gorączkowo do swej tualety262 i otworzywszy parę słoików, za pomocą pędzelka umalowała sobie twarz na różowy kolor.
Nad wieczorem, czując wciąż ból w stawach i gorszy od bólu niepokój, kazała wezwać do siebie lekarza. Gdy powiedziano jej, że przyszedł, spojrzała w lustro i — napadł ją nowy atak jakby szaleństwa. Rzuciła lustro na podłogę i zawołała z płaczem, że nie chce lekarza.
W ciągu szóstego Hator cały dzień nie jadła i nie chciała się z nikim widzieć.
Gdy po zachodzie słońca weszła niewolnica ze światłem, Kama położyła się na łóżku, owinąwszy głowę szalem. Kazała czym prędzej wynosić się niewolnicy, potem usiadła na fotelu z daleka od kagańca i przepędziła kilka godzin w półsennym odrętwieniu.
„Nie ma żadnych plam — myślała — a jeżeli są, to przecież nie te... To nie trąd...”
— Bogowie!... — krzyknęła, rzucając się na ziemię — nie może być, ażebym ja... Bogowie, ratujcie!... Wrócę do świątyni... odpokutuję całym życiem...
I znowu uspokoiła się, i znowu myślała:
„Nie ma żadnych plam... Od kilku dni trę sobie skórę, więc jest zaczerwieniona... Skądże by znowu?... Czy kto słyszał, ażeby kapłanka i kobieta następcy tronu mogła zachorować na trąd... O bogowie!... Tego nigdy nie było, jak świat światem... Tylko rybacy, więźniowie i nędzni Żydzi... O, ta podła Żydówka!... na nią spuśćcie trąd, moce niebieskie...”