Gdy słońce weszło, ostatni wóz obozowy był już daleko za miastem, a dostojny nomarcha Pi-Bast mówił do swojej służby:
— Teraz idę spać i biada temu, kto zbudzi mnie przed ucztą wieczorną! Nawet boskie słońce odpoczywa po każdym dniu, ja zaś od pierwszego Hator nie kładłem się.
Zanim dokończył pochwały swojej czujności, wszedł oficer policyjny i poprosił go o osobne posłuchanie w bardzo ważnej sprawie.
— Bodaj was ziemia pochłonęła! — mruknął dostojny pan.
Niemniej kazał wezwać oficera i spytał go opryskliwie:
— Nie można to zaczekać kilku godzin?... Przecie chyba Nil nie ucieka...
— Stało się wielkie nieszczęście — odparł oficer. — Syn następcy tronu zabity...
— Co?... jaki?... — krzyknął nomarcha.
— Syn Sary Żydówki.
— Kto zabił?... kiedy?...