Na te słowa wszyscy Libijczycy i całe wojsko wydało potężny okrzyk; ale książę nie słuchał go.
— Syn mój nie żyje?... — pytał kapłana. — Sara oskarżyła się o dzieciobójstwo?... Czy szaleństwo padło na jej duszę?...
— Dziecko zabił nikczemny Lykon...
— O bogowie, dajcie mi siły!... — jęknął książę.
— Hamuj się, panie, jak przystało na zwycięskiego wodza...
— Czyliż podobna zwyciężyć taką boleść!... O niemiłosierni bogowie!...
— Dziecko zabił Lykon, Sara zaś oskarżyła się, ażeby ciebie ocalić... Widząc bowiem mordercę w nocy, myślała, że to ty sam byłeś...
— A ja ją wygnałem z mego domu!... A ja zrobiłem ją służebnicą Fenicjanki!... — szeptał książę.
Teraz ukazali się egipscy żołnierze, niosący pełne kosze rąk uciętych poległym Libijczykom.
Na ten widok książę Ramzes zasłonił twarz swoją i gorzko zapłakał.