— Przekleństwo!... — zawołał naczelnik policji. — Znowu umknął...
— Znajdzie się — odparł dozorca z Labiryntu — a może nawet tędy będzie wracał.
— Po cóż by szedł do królewskiego ogrodu? — spytał naczelnik.
— Arcykapłani używają go do jakichś swoich interesów, ale on wróci do świątyni, wróci!... — mówił dozorca.
Postanowili tedy czekać i działać wspólnie.
— Trzecią noc marnujemy! — rzekł jeden z policjantów ziewając.
Owinęli się w burnusy i legli na trawie.
Natychmiast po wyjeździe Tutmozisa czcigodna pani Nikotris milcząc, z zaciśniętymi z gniewu ustami opuściła komnaty syna. A gdy Ramzes chciał ją uspokoić, ostro przerwała mu:
— Żegnam faraona i proszę bogów, ażeby pozwoliły mi jutro powitać cię jeszcze jako faraona...
— Wątpisz o tym, matko?