— Aha! Łukaszowa? dobrze!... Prześpij się dziś, a jutro... sprawię ci wnyki... Ja gubernator!... Rum-jamajka!...

— Dobranoc, tatku!... dobranoc!... — szeptał Józio.

— Dobranoc, dobranoc, moje dziecko!... — odparł przybysz i schyliwszy się nad łóżkiem — mnie pocałował w głowę.

Uczułem, że pod pachą miał butelkę.

— Wyśpij się — dodał — a jutro marsz do szkoły!... Krokiem maarrsz!... Rum-jamajka... — wrzasnął i poszedł do drugiego pokoju.

Tam ciężko usiadł, widocznie na kufrze, uderzył głową o ścianę, a po chwili — rozległo się miarowe bulgotanie, jakby ktoś pił.

— Kaziu!... — szepnął garbusek — jak już będę... tam... przyjdź do mnie czasem. Powiesz mi, co zadano na lekcje...

W drugim pokoju wrzasnął przybysz:

— Zdrowia życzymy panu gubernatorowi!... Wiwat!... Ja gubernator!... Rum-jamajka!...

Józio począł się trząść i mówić coraz niespokojniej: