— Tak mnie łamie!... Czyś ty na mnie usiadł, Kaziu? Kaziu!... O, nie bijcie mnie już!...

— Rum-jamajka!... — wołano w drugim pokoju. Znowu coś zabulgotało, a potem butelka z przeraźliwym brzękiem uderzyła o podłogę.

Józio przyciągnął moją rękę do ust, schwycił zębami za palce i — nagle puścił. Już nie oddychał.

— Panie! — zawołałem. — Panie! Józio umarł!...

— Co tam pleciesz? — mruknął głos z drugiego pokoju.

Zerwałem się z łóżka i stanąłem we drzwiach patrząc w ciemność:

— Józio umarł!... — powtórzyłem cały drżący.

Człowiek rzucił się na kufrze i wykrzyknął:

— Wynoś mi się stąd, błaźnie!... Ja, jego ojciec, lepiej wiem, czy on umarł... Wiwat pan gubernator!... Rum-jamajka!...

Uczułem trwogę i uciekłem.