— Bo kawaler był w pierwszej klasie, a on w trzeciej...
Znowu dwa skoki przez sznur... Myślałem, że mi się stanie coś dziwnego.
— Ze mną wdawała się nawet czwarta klasa — odparłem podrażniony.
— Wszystko jedno, bo Adaś chodzi do szkół w Warszawie, a kawaler... Gdzie to kawaler chodzi do szkół?... Gdzie?...
— W Siedlcach — ledwiem odrzekł48 zdławionym głosem.
— A ja pojadę także do Warszawy — objaśniła Lonia i dodała: — Może kawaler powie Zosi, że już tu jestem...
I nie czekając na moją zgodę lub odmowę, pobiegła ku altance wciąż skacząc.
Byłem odurzony; nie mogło mi się w głowie pomieścić, jak mnie ta dziewczyna traktuje.
„A dajcie mi spokój z waszą zabawą — pomyślałem naprawdę rozgniewany. — Lonia to niegrzeczna, niedelikatna, to... smarkacz!...”.
Powyższe jednak uwagi nie przeszkodziły mi spełnić natychmiast jej rozkazu. Poszedłem do domu bardzo prędko, może nawet za prędko, zapewne skutkiem wewnętrznego wzburzenia.