W rogu tarasu stojący kucharz zasłonił usta ręką i śmiał się, aż zsiniał. Nie mogłem wytrzymać i — pokazałem mu język.

Służba zaszemrała ze zdziwienia, a ojciec, chwytając mnie za ramię, krzyknął:

— A ty znowu co?... Wobec pani hrabiny pokazujesz język?...

— Ja pokazałem język kucharzowi, bo on myślał, że mnie tak zastrzeli jak starego bułanka...

Pani hrabina zrobiła się jeszcze smutniejsza. Odgarnęła mi włosy z czoła, spojrzała głęboko w oczy i rzekła do ojca:

— Kto wie, panie Leśniewski, co jeszcze będzie z tego dziecka?...

— Szubienicznik! — krótko odpowiedział stroskany ojciec.

— Nie wiadomo — odparła pani, gładząc mi najeżone włosy. — Trzeba by go do szkół oddać, bo tu zdziczeje.

A potem, odchodząc do salonu, rzekła półgłosem:

— Jest materiał na człowieka, panie Leśniewski... Trzeba go tylko uczyć.