— Jak ci się podoba — odpowiedziała już zupełnie spokojnie.
Chciałem muchę zabić, ale — nie miałem serca. A ponieważ i skrzydła, i ona sama była bardzo zmięta, więc — ostrożnie położyłem ją na liściu.
Tymczasem Lonia przypatrywała mi się nader pilnie.
— Co tobie?... — nagle spytała.
— Nic — odpowiedziałem, usiłując się roześmiać. Uczułem, że siły gwałtownie mnie opadają.
Serce uderzało mi jak dzwon, zaczęło mi się ćmić w oczach, zimny pot wystąpił na całe ciało i klęcząc — zachwiałem się.
— Co tobie, Kaziu?...
— Nic... tylko myślałem, że ci się trafiło jakie nieszczęście...
Gdyby mnie Lonia nie pochwyciła i nie oparła mi głowy na swych kolanach, byłbym rozbił nos o ziemię.
Jakaś ciepła fala uderzyła mi do głowy, usłyszałem szum w uszach i znowu głos Loni: