— Teraz chodzi mi po kolanie...
— Nie ma jej ani tu, ani tu.
— Już jest wyżej... Ach! Zosiu, Zosiu!...
— Ależ i tu jej nie ma...
Lonia zasłoniła twarz rękoma.
— Musiała schować się w sukienkę... — rzekła płacząc jeszcze rzewniej.
— Jest!... — zawołałem. — To mucha...
— Gdzie?... Mucha?... — spytała Lonia. — Prawda, że mucha! Ach, jaka duża... Byłam pewna, że to osa. Myślałam, że umrę... Boże! jaka ja głupia.
Obtarła oczy i od razu zaczęła się śmiać.
— Zabić ją czy puścić? — spytałem Loni64, pokazując jej nieszczęsnego owada.