— Więc cóż...
— Chodzi po mnie...
— Gdzie?...
Z oczu jej płynęły łzy. Była bardzo zawstydzona, ale strach przemógł.
— Wlazła mi w pończoszkę... O, Boże... Boże, Zosiu!...
Ukląkłem przed nią, alem jeszcze nie śmiał szukać osy.
— Więc wyjmij ją — rzekłem.
— Kiedy się boję. O, Boże!...
Drżała jak w febrze. Zdobyłem się na szczyt odwagi.
— Gdzie ona jest?