— Ty zawsze jesteś potargany — mówiła. — Powinieneś czesać się tak, jak wszyscy panowie... O, tak!... Mieć przedział z prawego boku, nie z lewego. Gdybyś miał włosy czarne, byłbyś taki piękny jak narzeczony mej mamy. Ale żeś blondyn, więc uczeszę cię inaczej. Będziesz teraz wyglądał jak aniołek, co jest pod Madonną. Wiesz, który... Szkoda, że nie mam lusterka.
— Kaziu! Loniu!... — zawołała w tej chwili Zosia, gdzieś od strony parku.
Zerwaliśmy się oboje, a Lonia była naprawdę przelękniona.
— Wszystko się wyda! — rzekła. — Och! ta osa!... A najgorsze to, żeś zemdlał...
— Nic się nie wyda! — odparłem energicznie. — Ja przecie nic nie powiem.
— Ani ja. Nie powiesz nawet, żeś zemdlał?...
— Naturalnie.
— No, no!... — dziwiła się Lonia. — Bo ja, żebym zemdlała, to bym nie mogła wytrzymać...
— Kaziu! Loniu!... — wołała moja siostra już o kilkanaście kroków od nas.
— Kaziu! — szepnęła Lonia kładąc palec na ustach.