— Już nie bój się!
Zaszeleściły krzaki i ukazała się Zosia ubrana w fartuszek.
— Gdzieś ty była, Zosiu? — zapytaliśmy ją oboje.
— Chodziłam po fartuszek dla siebie i dla ciebie, Loniu. Masz oto, bo jeżyny walają65.
— Czy zaraz wracamy do domu?...
— Nie ma po co — odparła Zosia. — U mamy jest ten pan, a panna Klementyna ani myśli wyjść z altanki. Możemy tu siedzieć choćby do wieczora. Ale już zaczynam rwać jeżyny, boście wy więcej zjedli ich niż ja.
Zaczęły rwać obie, a ja także jakoś nabrałem na nowo ochoty do jedzenia.
Widząc, że oddalam się, Lonia zawołała za mną:
— Kaziu, wiesz, o czym myślę!...
I pogroziła mi palcem.