— Nie znalazł pan czasem kobiety swego gatunku?...

— Może.

— Zapewne jest nią ta pani... pani Sta... Sta...

— Stawska?... Nie. Prędzej byłaby nią pani.

Pani Wąsowska podniosła się z fotelu z miną bardzo uroczystą.

— Rozumiem — rzekł Wokulski. — Mam już odejść?

— Jak pan uważa.

— I na wieś nie pojedziemy razem?

— O, to z pewnością... Chociaż... nie bronię panu przyjechać tam... Zapewne będzie u mnie Bela...

— W takim razie nie przyjadę.