— Nie twierdzę, że będzie.
— I zastałbym tylko samą panią?
— Przypuszczam.
— I rozmawialibyśmy tak jak dzisiaj?... Jeździlibyśmy na spacer jak wówczas?...
— I naprawdę rozpoczęłaby się między nami wojna — odparła pani Wąsowska.
— Ostrzegam, że bym ją wygrał.
— Doprawdy?... I może zrobiłby mnie pan swoją niewolnicą?...
— Tak. Przekonałbym, że potrafię mieć władzę, a później u nóg pani błagałbym, ażebyś przyjęła mnie za swego niewolnika...
Pani Wąsowska odwróciła się i wyszła z salonu. Na progu zatrzymała się chwilę i z lekka odwracając głowę rzekła:
— Do widzenia... na wsi!...