— Bardzo mili ludzie ci panowie z arystokracji...
— Niech ich diabli porwą!... Niech was wszystkich diabli porwą z waszymi głupimi przesądami!... — wrzeszczał doktór wywijając kułakiem427.
Wieczorem pan Ignacy sprowadziwszy pistolety wstąpił do Wokulskiego. Zastał go samotnego przy herbacie. Rzecki nalał sobie herbaty i odezwał się:
— Uważasz, Stachu, to są ludzie wysoce honorowi. Baron, który jak wiesz, jest bardzo roztargniony, gotów cię przeprosić...
— Żadnych przeprosin.
Rzecki umilkł. Pił herbatę i tarł czoło. Po długiej pauzie rzekł:
— Naturalnie, zapewneś pomyślał o interesach... na wypadek...
— Nie spotka mnie żaden wypadek — odparł z gniewem Wokulski.
Pan Ignacy posiedział jeszcze z kwadrans w milczeniu. Herbata nie smakowała mu, głowa go bolała. Dokończył szklanki i spojrzawszy na zegarek opuścił mieszkanie przyjaciela mówiąc na pożegnanie:
— Jutro wyjedziemy o wpół do ósmej rano.