— Zawsze ten sam! — szepnął Ignacy.
Wokulski ochłonął. Oparł się na ramieniu Ignacego i zaglądając mu w oczy rzekł łagodnie:
— Nie gniewasz się, stary?
— Czego? Albo nie wiem, że wilk nie będzie pilnował baranów... Naturalnie...
— Cóż u was słychać? — powiedz mi.
— Akurat tyle, co pisałem ci w raportach. Interesa dobrze idą, towarów przybyło, a jeszcze więcej zamówień. Trzeba jednego subiekta.
— Weźmiemy dwu, sklep rozszerzymy, będzie wspaniały.
— Bagatela!
Wokulski spojrzał na niego z boku i uśmiechnął się widząc, że stary odzyskuje dobry humor.
— Ale co w mieście słychać? W sklepie, dopóki ty w nim jesteś, musi być dobrze.