— W mieście...
— Z dawnych kundmanów105 nie ubył kto? — przerwał mu Wokulski, coraz szybciej chodząc po pokoju.
— Nikt! Przybyli nowi.
— A... a...
Wokulski stanął jakby wahając się. Nalał znowu szklankę wina i wypił duszkiem.
— A Łęcki kupuje u nas?...
— Częściej bierze na rachunek.
— Więc bierze... — Tu Wokulski odetchnął. — Jakże on stoi?
— Zdaje się, że to skończony bankrut i bodajże w tym roku zlicytują mu nareszcie kamienicę.
Wokulski pochylił się nad kanapą i zaczął bawić się z Irem.