— Z którychże to? — spytał niedbale Wokulski i zamknął księgę.
— Z tej gablotki. Widzisz, jakie to cacka.
— Musiała jednak dużo między nimi przerzucić... Jest podobno wymagająca...
— Wcale nie przerzucała, dlaczego miałaby przerzucać? — odparł Ignacy. — Obejrzała tę...
— Tę?...
— A chciała wziąć tę...
— Ach, tę... — szepnął Wokulski biorąc do ręki portmonetkę.
— Ale ja poradziłem jej inną, w tym guście...
— Wiesz co, że to jednak jest ładny wyrób.
— Tamta, którą ja wybrałem, była jeszcze ładniejsza.