— Ta bardzo mi się podoba. Wiesz... ja ją wezmę, bo moja już na nic...
— Czekaj, znajdę ci lepszą — zawołał Rzecki.
— Wszystko jedno. Pokaż inne towary, może jeszcze co mi się przyda.
— Spinki masz?... Krawat, kalosze, parasol...
— Daj mi parasol, no... i krawat. Sam wybierz. Będę dziś jedynym gościem i w dodatku zapłacę gotówką.
— Bardzo dobry zwyczaj — odparł uradowany Rzecki. Prędko wydobył krawat z szuflady i parasol z okna i podał je ze śmiechem Wokulskiemu. — Po strąceniu rabatu — dodał — jako handlujący, zapłacisz siedem rubli. Pyszny parasol... Bagatela...
— To już wrócimy do ciebie — rzekł Wokulski.
— Nie obejrzysz sklepu? — spytał Ignacy.
— Ach, co mnie to ob...
— Nie obchodzi cię twój własny sklep, taki piękny sklep?... — zdziwił się Ignacy.