— Na wieki wieków — odparł bednarz, składając narzędzia i dotykając ręką czapki.

— Co u tego Jakuba taki ogień w izbie?

— To ona... Gotuje wodę do prania.

— Ny... Ny... A jak tam z nim?

Bednarz machnał ręką.

— Wun tam czasem wygląda, jak pijany — ciągnął Żyd.

— Gdzie zaś on tam pijany! Zwyczajnie spadł z ruśtowania i z onych czasów zrobił się taki jakiś... że to... eee... — objaśnił bednarz.

— Ny... Ny... Ja to zara pomiarkowałem. Wun raz u mnie drwa rąbał, ale nawet godziny nie porąbał i ustał. Że jemu we śpitalu nic nie pomogli?

— Co ta mieli pomóc, nawet mu nogi nie zgoili...

— Franek... Franek... Chodź ino tu — odezwał się głos z facjatki, a rozmawiający ujrzeli w wybitym oknie owiniętą w żółtą chustkę głowę kobiety.