— Nu, gdzie to jest, Katarzyno?... — nalegał Żyd.
W tej chwili ręce Jakuba podniosły się nad głową.
— Dajcie mi tam spokój — odparła kobieta.
Głowa w dymniku poruszyła się gwałtownie, twarz przebiegły konwulsyjne dreszcze.
— Wynoś się, Żydu — huknął Marcin. — Co się będziesz w cudzym domu rozbijał...
Twarz wyglądającego ze strychu Jakuba zrobiła się bladosina.
— Za co wynoś... Co to wynoś?... Giewałt! — wrzeszczał rozgniewany Żydek, i na podwórzu rozpoczął się hałas, który dopiero przybycie Lajzera Skowronka uciszyło.
Stary gospodarz uspokoił poszkodowanego i kazał mu iść do domu.
— Niech panu Bóg wynagrodzi — rzekł biedny bednarz, uchylając czapki. — Już na tych biednych ludzi tak się wszystko wali, że aż strach... Teraz oto dziecko im zginęło.
— I dziecko się znajdzie — odparł gospodarz — i jeszcze dobrze będzie. Ja dziś gadałem o nich z zakonnicą, a zakonnica powiedziała, że starego zabierają do śpitale i dzieci do ochrone29 i Jakubowe dadzą robotę... Będzie gut30...